Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

W ten pogardliwy sposób Niemcy przez pokolenia wyrażali się o naszej gospodarce. Teraz to  się zaczyna zmieniać. Program 500+ i skrócenie wieku emerytalnego mogły zachwiać budżetem, co wróżyło wielu uznanych ekonomistów. Tymczasem po przeciętnym 2016 bieżący rok przyniósł niespodziewanie dobre wyniki ekonomiczne. W lipcu zanotowano najniższy poziom bezrobocia od 1991 roku – 7,1 proc. Planowany deficyt miał być wyraźnie niższy od tzw. progu z Maastricht (3 proc. PKB), popyt krajowy zwiększył się o 5,6 proc.

Moody’s, jedna z  trzech największych agencji ratingowych na świecie, podniosła tegoroczną prognozę wzrostu naszego Produktu Krajowego Brutto z 3,2 do 4,3 proc. Silniejszy od oczekiwań wzrost w Polsce oraz sytuacja fiskalna są korzystne dla wiarygodności kredytowej – napisano w raporcie agencji.

Co jest przyczyną tych pozytywnych zmian i czy są one trwałe – o to zapytaliśmy znanych polskich ekonomistów i jak zawsze zdania były bardzo podzielone.

Wszystko przez liberałów

Rozmowa z  prof.  WITOLDEM MODZELEWSKIM, honorowym Przewodniczącym Krajowej Izby Doradców Podatkowych, wiceministrem finansów (1992 – 1996). –  Opozycja uważa, że  najlepsze od lat wskaźniki naszej gospodarki są skutkiem ożywienia w Unii. Rząd zapewnia, że to zasługa realizacji programu PiS.

– Praktycznie wszystkie kraje Unii, nawet Grecja, wykazują w ostatnim czasie jakiś wzrost gospodarczy. Jednak nasze dobre wskaźniki makroekonomiczne nie są wynikiem poprawy zewnętrznej koniunktury, tylko wzrostu krajowego popytu konsumpcyjnego w wyniku zwiększenia dochodów Polaków.

W minionych latach konsumpcja w Polsce utrzymywała się na relatywnie niskim poziomie, co traktowano jako atut naszej gospodarki, choć przyszło nam za to zapłacić ogromną cenę w postaci emigracji ponad 2 milionów rodaków. Teraz to się zmienia i ten trend z pewnością utrzyma się dłuższy czas.

– Jeremi Mordasiewicz twierdzi jednak, że jest to konsumpcja na kredyt.

– W żadnym razie. Wydatki konsumpcyjne są finansowane z dochodów bieżących, a dochody bieżące z wynagrodzeń. Tylko w niewielkim stopniu w finansowaniu naszej konsumpcji ma udział kredyt.

A  program 500+ przyczynił się nawet do oddłużenia ludzi o najniższych dochodach. Konsumpcja w naszym kraju nie jest finansowana z deficytu budżetowego.

– Wielu ekonomistów twierdzi, że przy tak dużym wzroście PKB nie powinni- śmy mieć żadnego deficytu budżetowego, gdy tymczasem może on wynieść nawet 50 miliardów złotych.

– Przyrost o 4 proc. PKB to niecałe 80 miliardów złotych. W tym udział podatków wyniesie 10 – 12 proc. Przyrost PKB zwiększy więc nasze dochody budżetowe najwyżej o 8 miliardów złotych, a formalnie zakładany deficyt ma wynieść około 50 miliardów. Jak więc widać, takie twierdzenia są niezasadne.

– 50 miliardów to duża kwota. Czy PiS nie zadłuża kraju w podobnym tempie jak robiła to Platforma?

– Deficyt planowany na poziomie trochę poniżej 3 procent będzie prawdopodobnie niemal o połowę niższy i wyniesie nie 50, ale około 28 miliardów złotych. To przyznają nawet zagraniczne agencje ratingowe.

–  Podobno największym sukcesem rządu, a właściwie wicepremiera Morawieckiego, jest uszczelnienie VAT-u, czego domagał się pan od co najmniej 15 lat.

– To udało się dopiero od tego roku, gdyż ubiegły był w dużym stopniu stracony. Może pana zaskoczę, ale głównym ojcem tego sukcesu nie jest wicepremier Morawiecki, tylko... minister Ziobro.

Jak pokazuje praktyka, niezwykle drastyczne, niespotykane wcześniej kary (do 25 lat pozbawienia wolności) odstraszyły od fałszowania faktur bardzo wielu tak przedsiębiorców, jak i zwykłych przestępców. Dlatego między innymi mamy w tym roku szansę osiągnąć z tytułu podatku VAT dochody na poziomie ponad 150 miliardów złotych, przy założonych 143!

–  Ile traciliśmy w  poprzednich latach?

–  Według ostrożnych szacunków 32 – 33 miliardy złotych. Można przyjąć, że w tym roku efekt uszczelnienia przyniesie nam od 10 do 12 miliardów. Jak więc łatwo policzyć, do odzyskania jest jeszcze 20 miliardów rocznie.

–  Jak wytłumaczyć, że  ostatnio wyjątkowe zyski notują największe spółki Skarbu Państwa, bo przecież  prezes Jasiński w Orlenie czy prezes Woźniak w PGNiG nie są geniuszami biznesu.

– W dużym uproszczeniu można stwierdzić, że w wypadku wspomnianych spółek na tak dobre wyniki miał wpływ przede wszystkim wzrost popytu. A wzrost popytu wynika zarówno z poprawy koniunktury, jak i z faktu, że spadła podaż paliw nieopodatkowanych, co  jest wynikiem uszczelnienia systemu.

– Dlaczego, mimo dobrych wyników, spółki Skarbu Państwa inwestują mniej niż przed laty?

– W przypadku każdej dużej spółki były to zapewne trochę inne powody. Ponieważ, jak już mówiliśmy, te firmy mają dobre wyniki, a także konkretne plany rozwoju, to jest oczywiste, że będą inwestować. Jest to więc jedynie tzw. efekt odłożony.

– Do wyborów, żeby te inwestycje były „kiełbasą wyborczą”?

–  Myślę, że  inwestycje ruszą pod koniec tego i  na  początku przyszłego roku, ale nie przejmujmy się specjalnie tymi wskaźnikami.

– Rząd zapowiada wielkie państwowe inwestycje: Centralny Port Lotniczy, przekopanie Mierzei Wiślanej, kolejny gazoport, rozbudowę portu w Gdańsku. Czy to jeszcze bardziej ożywi gospodarkę, czy też może ją pogrążyć?

– Przy tak dużych kwotach te inwestycje pobudzą wzrost gospodarczy. Czy są potrzebne, tego nie wiem. Wiem, że  mamy o  wiele ważniejsze wydatki. Nasza energetyka przez ostatnie 30 lat była modernizowana w minimalnym stopniu. Wiele bloków energetycznych już dożywa swoich dni i konieczne będą wydatki idące w dziesiątki miliardów złotych.

–  Balcerowicz, Kołodko, Belka, Gilowska, Borowski, Rostowski – niemal każdy z wymienionych ministrów finansów przez jednych był uważany za męża opatrznościowego, a przez innych za przyczynę wszelkiego zła. Pana zdaniem, który rząd najlepiej sobie radził z finansami publicznymi?

– Wbrew obiegowym twierdzeniom lata 1989 – 1991 to była katastrofa dochodów budżetowych, odziedziczona po szokowej transformacji Leszka Balcerowicza. Od 1993 r. przez ponad 14 lat finanse publiczne dochodziły do stabilnego poziomu.

Druga, już nie tak głęboka jak pierwsza, katastrofa przypadła na lata rządów Platformy. Obu można było uniknąć. Tak więc najgorsze lata podatkowe w naszej historii po 1989 roku to czasy liberalnej demokracji.

– To, co pan mówi, brzmi dość obrazoburczo, zwłaszcza w zestawieniu z tym, co od lat pisze i mówi większość mediów mainstreamowych.

– Wyjaśnienie tego procesu jest stosunkowo proste. Liberałowie nigdy nie dbali o dochody budżetowe. Nie ukrywali też, że ich celem jest demontaż systemu podatkowego. Przez lata słyszeliśmy slogany, że gdy spadają dochody państwa, to więcej pieniędzy pozostaje w kieszeni podatników.

Tymczasem te pieniądze, zamiast zostać w naszych kieszeniach, wytransferowywano za granicę. W ten sposób traciliśmy rocznie kilkadziesiąt miliardów złotych. Można to  nazywać przepływem kapitału, a można kradzieżą.

Morawiecki nie przeczytał swojego planu? Prof.  RYSZARD BUGAJ, Instytut Nauk Ekonomicznych PAN:

–  –  Na  polepszenie naszej sytuacji gospodarczej przede wszystkim wpłynęła zarówno poprawa koniunktury w Unii, jak i poczynania rządu. Zniknęło przyzwolenie na niepłacenie podatków. Uszczelniono VAT. Platforma też miała podobne plany, ale zwyciężył pogląd, żeby nie ruszać biznesu.

Nie zapominajmy też o ożywieniu konsumpcji, w czym największy udział miał program 500+. Jeszcze większe sukcesy rządowi, PiS-owi i krajowi ma przynieść Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Morawieckiego.

Problem tylko w tym, że mam wątpliwości, czy wicepremier chociaż go przeczytał. To bardzo gruby dokument, prawdziwa książka napisana w taki sposób, że jest nie do czytania. Ja jednak się zawziąłem i przewertowałem go od deski do deski. Pełno tam stwierdzeń typu: usprawnić, poprawić, naprawić i praktycznie niewiele więcej.

Nie idźcie tą drogą KRZYSZTOF KOLANY, główny analityk, portalu Bankier.pl:

– Uczciwie mówiąc, ożywienie gospodarcze w Polsce trwa już od 2014 roku. Mimo że w tym roku wzrost PKB może osiągnąć nawet 4,4 proc., to nadal będziemy mieli całkiem spory deficyt sektora finansów publicznych, podczas gdy w ubiegłym roku, przy mniejszym niż nasz wzroście PKB, siedem państw Unii zanotowało nadwyżkę budżetową.

 Zamiast spłacać długi, my nadal się zadłużamy. Strach pomyśleć, co się stanie, gdy skończy się koniunktura, a wydatki budżetowe pozostaną na obecnym poziomie. Rządowi premier Szydło wielu ekonomistów zarzuca zahamowanie inwestycji. Jednak gdy patrzymy na sektor prywatny, są one na plusie.

Gorzej jest z inwestycjami sektora publicznego. Ale ja bym się tym nie przejmował, gdyż z ekonomicznego punktu widzenia nie są to inwestycje sensu stricto, bo gdy państwo buduje drogę krajową lub dworzec, to ten wydatek nie przyniesie żadnych przepływów finansowych.

Moim zdaniem dziś największym problemem naszej gospodarki jest to, że rząd jest o wiele bardziej etatystyczny niż kilka poprzednich razem wziętych. Chce, żeby cały rozwój gospodarczy wzięły na swoje barki przedsiębiorstwa państwowe.

To już jednak przerabialiśmy w latach 60. oraz 70. i skończyło się katastrofą.

Konsumpcja na kredyt JEREMI MORDASIEWICZ, współzałożyciel Business Centre Club, doradca zarządu i ekspert Konfederacji Lewiatan:

–  Lepsze wyniki naszej gospodarki, jakie obserwujemy w tym roku, są spowodowane dwoma czynnikami: ogólną poprawą sytuacji gospodarczej na świecie oraz konsumpcją na kredyt. Mimo wzrostu na  poziomie 4  proc. PKB, malejącego bezrobocia, wydatki państwa rosną, gdy Niemcy, mimo znacznie mniejszego wzrostu, zanotowali lekką nadwyżkę w swoim budżecie.

Czesi rozwijają się tak szybko jak my, ale mają w pełni zrównoważone finanse publiczne. Co to im daje? Odsetki, jakie płacą za swoje długi, są ponad dwa razy niższe niż nasze. Przy takim tempie wzrostu powinniśmy mieć zerowy deficyt, a będziemy mieli mniej więcej 2,5 proc. PKB, czyli ponad 40 miliardów złotych.

A co się stanie, gdy wzrost naszego PKB spadnie do  2 proc.? Deficyt zwiększy się powyżej 6  proc., czyli będzie prawie tak duży jak za czasów rządów Platformy i jej ministra finansów Jacka Rostowskiego, ale wówczas na świecie panował kryzys, a dziś globalna sytuacja jest znacznie lepsza.

Wicepremier Morawiecki chce zwiększyć oszczędności (nawet kosztem zahamowania wzrostu konsumpcji) i przeznaczyć je na inwestycje.

To dobry plan, tyle że rząd robi coś dokładnie przeciwnego. Chcąc wygrać kolejne wybory, dosypuje pieniędzy, aby za wszelką cenę zdobyć sympatię wyborców, zwiększając konsumpcję na kredyt. To z pewnością przyniesie efekty.

PiS wygra, ale co zrobi, gdy za trzy lata gospodarka zacznie spowalniać i nadejdzie kryzys? Jednak dziś o tym nikt nie chce myśleć, bo politycy robią plany jedynie od wyborów do wyborów.

Wyprzedzić Niemcy ANDRZEJ SADOWSKI, prezydent Centrum im. Adama Smitha:

– Lepsze niż kilka lat temu wyniki gospodarcze są przede wszystkim wynikiem naszej, Polaków, a nie rządu aktywności.

Jednak 4 proc. wzrostu PKB w naszych warunkach to pełzanie, a nie rozwój. Dlatego nie rozumiem, skąd te zachwyty mediów. 4 proc. to za mało, żeby kiedykolwiek dogonić kraje starej Europy.

Tymczasem mamy wystarczający potencjał, żeby rozwijać się w tempie dwucyfrowym. To by sprawiło, że już za dwa pokolenia wyprzedzilibyśmy Niemcy. Ktoś powie, że  to  mrzonki. Nic bardziej mylnego.

Najlepszym przykładem, że można, jest pozbawiona bogactw naturalnych Irlandia, która w czasie zaledwie trzydziestu kilku lat pod względem dobrobytu wyprzedziła bogatą Wielką Brytanię (PKB per capita: 1980 rok Irlandia – 6,2 tys. dolarów, Wielka Brytania – 10,6 tys.; 2016 r. Irlandia – 62,5, Wielka Brytania – 40 tys. dolarów – przyp. autora).

Jak to zrobiła? Tworząc liczne udogodnienia dla przedsiębiorców i najlepszy w Unii system podatkowy. Rząd Irlandii dawał wówczas przedsiębiorcom gwarancje, że przez co najmniej 25 lat nie pogorszą się im warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Nas też na to stać.

Tymczasem dziś polscy przedsiębiorcy mają lepsze warunki w Czechach, Irlandii i Wielkiej Brytanii niż we własnej ojczyźnie. Tylko przepisy (wraz z interpretacjami) dotyczące VAT-u liczą 1,5 miliona stron! W tym systemie każdy przedsiębiorca jest przestępcą, tylko o tym nie wie. Jeżeli Polska nie zrobi tego, co Irlandia, to nic się nie zmieni.

KRZYSZTOF RÓŻYCKI"Angora" nr 38/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005A

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: