Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Ważna postać sportu i polityki oraz innych dziedzin działalności społecznej.
Koszykarz
– olimpijczyk, 112 spotkań w reprezentacji Polski! Naukowiec – badacz (trzy tomy prawa morskiego, około dwustu innych ważnych publikacji); polityk (poseł); samorządowiec (prezydent Gdańska, 1977 – 81), wychowawca – Człowiek jakże pracowity i mądry… Spadek zostawił wspaniały… Pamięć jakże wdzięczną.

  • Czytam, że Andrzej Witkowski przestał być prezesem Polskiego Związku Motorowego. Mógł jeszcze funkcję sprawować, ale sam zrezygnował.

Coś się tam, w PZMot ostatnimi czasy działo, były jakieś krytyki – czytałem, co pisywał na fejsie Andrzej Jaroszewicz, ale ja w to teraz nie wnikam; szanuje decyzje prezesa Andrzeja, który „nie musiał”, wciąż „mógł”, ale zrobił, co zrobił. Koledzy go nagrodzili jednogłośnie przyznaną prezesurą honorową, co ma wymowę oceny oraz uznania. A był prezesem od lipca 1989, gdy zastąpił legendarnego Romana Pijanowskiego, po aż 33-letnim, owocnym panowaniu… Szmat czasu więc kierował, wreszcie sam powiedział: PAS. Nie powód do szacunku?

Prezes Andrzej był i jest też działaczem olimpijskim. Kiedyś wziął na siebie prowadzenie obrad nadzwyczajnych, gdy paru facetów ówczesnej „dobrej zmiany” skłoniło Aleksandra Kwaśniewskiego do przedwczesnej rezygnacji z prezesury, a chodziło o to by PKOl nie poddał się jednak polityce i zachował twarz oraz spójność. Zjazd taki stan osiągnął. Choć – autor tych słów zdał swą pozycję członka prezydium PKOl, co wspominam bez goryczy, jako że do powtórki nie kandydowałem…

Prezesa Andrzeja osobiście dobrze wspominam, bo gdyby nie on i nie sponsorowanie mojej wyprawy olimpijskiej do Barcelony, bym tam nie pojechał. Moja „firma” była biedna jak przysłowiowa mysz kościelna, szefom może działo się i dobrze, ale personel biedował…

Przy okazji jeszcze jedno wspomnienie prezesowskiej długowieczności. Chyba rekord.

Z kroniki: „2 sierpnia 2006 r. Janusz Przedpełski ogłosił rezygnację ze stanowiska prezesa PZPC, kończąc tym samym prawie półwieczne (1959–2006) piastowanie tego stanowiska, na które wybierany był dwunastokrotnie”. Pamiętam – pracowity, nie za głośny, a za to skuteczny współautor złotych czasów polskiej sztangi; Powstaniec Warszawski…

Czas na zdania zza linii bocznej boiska piłkarskiego:

  • FIFA nakazała powtórkę meczu eliminacji piłkarskich mistrzostw świata Republika Południowej Afryki – Senegal. Spotkanie zostało wypaczone przez sędziego, który podyktował rzut karny za wyimaginowane zagranie ręką. Sędzia Joseph Lamptey z Ghany został zawieszony przez FIFA dożywotnio”.
    Trzeba postawić wykrzyknik! Zdarzyło się coś niebywałego. Sędziów poddaje się często krytyce, bywają po meczy karani, ale co między gwizdkami jakby było święte. Do krytyki, ale nie do ruszenia. Już nie jest! Na szczęście dla futbolu – tak myślę…
  • Kwestii sędziowskiej rozdział inny. Kazachowie prawidłowo strzelili gola naszej reprezentacji, czy nie – jak ocenił arbiter? Pan Robert zdobył bramkę – co dokumentuje obraz z kamery, czy sędzia miał rację decydując – „ja nie dostrzegłem, więc nie uznałem…?” Fakty były – dyskurs trwa. Interpretacje różne, wynik z boiska obowiązuje.

Może po tym, co FIFA – wyżej, coś się zacznie zmieniać. Może zamiast mnożenia sędziów – asystentów (każdemu trzeba zapłacić), co –jak widać – gwarancji nie daje, przyjdzie wreszcie reguła wykorzystania techniki. Jeśli przydaje się w takiej siatkówce, na małym przecież boisku, to na piłkarskim jeszcze bardziej wspomoże oczy. A doświadczenie ostatnich (u nas – świetne organizacyjne, do tego 213 089 widzów; ale bezstylowa porażka reprezentacji) mistrzostw Europy coś sugeruje.

Cytat z podsumowania: „System wideoweryfikacji, który na imprezach najwyższego poziomu stał się w siatkówce standardem. Trenerzy finalistów ME korzystali z „challenge’u” łącznie 216 razy. Ile decyzji było trafnych? (czyli źle ocenionych przez sędziów, a dobrze przez sztaby drużyn). Raptem 30,5 procent, czyli prawie jedna na trzy. Zakładając, że mecz trwa trzy partie, a każdy trener ma dwa „challenge” w secie, ilość udanych próśb to dwa z sześciu. Czyli mniej niż jeden na set. ”

  • Robią szum i karierę publiczne wypowiedzi Pana Roberta. Krytyczne, o Bayernie. Jak znam stosunki sportowe (piłkarz ma grać, nie wymądrzać się) – nasz kapitan dostanie po uszach, a może i po kieszeni. Ale pewnie to wkalkulował w postępowanie; i w relację: pracownik – pracodawca. Mnie natomiast wcale nie drażni, gdy sportowiec ogłasza swoje zdanie i daje własną recenzję. Pracodawca ma swoje prawa, pracownik – też… Dorosły, dojrzały, aktywny na boisku, ściągający sobą nabywców biletów, karnetów – widzi – ocenia…

Nie post factum jak mamy np. z reprezentacją siatkarską. Przed batami w mistrzostwach Europy wszystko było – w wypowiedziach – jak należy. Dopiero teraz, że niefajnie, bo to i tamto, ten i tamten…

Na koniec smuteczki: O warszawskiej Skrze. Tej, która pierwsza Polsce miała tartan. Tej z wielkimi zawodami. Ten położonej w środku Stolicy. Tej…

„Stadion jest w opłakanym stanie, długi wobec miasta przekroczyły milion złotych, a wizyty komornika można się spodziewać w każdym momencie. Skra Warszawa ogłosiła likwidację, a z końcem września tereny przejmie miasto. Przyszłości nie zna nikt.”

Łza się w oku kręci. I złość na włodarzy sportu, dzielnicy, miasta, nabrzmiewa… Oczu, pamięci, wyobraźni i wstydu nie mają?!

Andrzej Lewandowski  http://studioopinii.pl

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: