Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A
Dzieje się! Po błyszczącym medalami i emocjami przerywniku lekkoatletycznym – znów skocznia, Czyli – znów Kamil Stoch, który choć ma w tym sezonie bardzo mocnych kolegów, to jednak wciąż staje w roli dyrygenta i solisty. Jaka będzie ostateczna klasyfikacja Pucharu? Myślę, że podskoczymy radośnie na mecie, ale… nie zapeszam.

FIS i kalendarz (oraz zapewne reklamodawcy, sponsorzy i telewizje) skoczków nie oszczędzają. Zresztą nie tylko ich – kalendarze startowe różnych sportów pękają w szwach, a zdrowie zawodników, szansa regeneracji sił jakby są na coraz dalszym planie.

 

Nawet tragedie młodych przecież, i w założeniu ponadprzeciętnie wytrenowanych ludzi zapisuje się zazwyczaj żałobnie, jako część opisanego przez medycynę ryzyka (jakieś jest przecież przy rwaniu zęba), a skrzętnie jakoś omija się pytanie, czy zbytnia eksploatacja organizmu nie miała w dramacie jakiegoś udziału… Zawód – to zawód, kasa – to kasa; mechanizm ma się kręcić i być oliwiony… Po to są mistrzowie, po to są samoloty, żeby z miejsca na miejsce, po to są bodźce, po to jest przyspieszane leczenie itd…

W wydaniu narciarskim te dni to właśnie coś takiego, co od młodego człowieka wymaga nadwysiłku. Fizycznego i psychicznego także.

„Rekompensatą za szesnaście skoków w ciągu zaledwie dziewięciu dni oraz stuprocentową koncentrację nawet w trakcie kwalifikacji mają być nagrody pieniężne. Zwycięzca całego cyklu będzie mógł dopisać do swojego konta 60 tys. euro. Zajęcie drugiego miejsca organizatorzy wycenili na 30 tysięcy, z kolei za trzecią lokatę przewidziana jest gratyfikacja w postaci 10 tys”. O czym donoszę, nie za bardzo krytykując, bo kopanie się z koniem człowiekowi na dobre nie wychodzi, a „koń sportowo biznesowy” od dawna galopuje; i już nie przestanie…

Patrząc okiem kibica widzi się ten obraz jakby nieco inaczej. My łakniemy sukcesów, sportowiec ma nam je przynieść na tacy. A ze sprawiedliwością ocen oraz mądrością prognoz kibicowskich bywa różnie. Pouczającym przykładem są dla mnie m.in., recenzje występów Agnieszki Radwańskiej. Ostatni turniej – łatwa porażka w pierwszej rundzie, a wcześniej wróżenie z fusów – przegrała Szarapowa, a dla pani Isi rywalka to niefartowna, więc już jest lepiej… A potem panienka, która nalała Szarapową (startując z dalekiego planu) bez wielkiego wysiłku eliminuje panią spod Wawelu… Mimo że już podniecaliśmy się sukcesem, nie pamiętając, iż nic w sporcie nie jest dane na własność – raz na zawsze…

Zamykam ten nurt nibyfilozofii – sygnalizuję inny temat. Wciąż mam przed oczami wspaniały i zwycięsko-rekordowy bieg naszej sztafety 4 razy 400 metrów. Bojowy zespół, o temperamencie niebywałym, potrafiący – gdy już zwietrzył życiową szansę –pójść na całość. Za srebro też by były oklaski, ale IM się spodobało złoto…

W tle, a może dużo wcześniej – jeszcze coś bardzo ważnego. KTOŚ. „Józef Lisowski (ur. 16 marca 1956 we Wrocławiu) – polski trener lekkiej atletyki, twórca sukcesów polskiej sztafety 4 × 400 m …Od jego nazwiska polscy czterystumetrowcy nazywani są „Lisowczykami”…. Już pokolenia biegaczy i sztafet przeszły przez jego szkołę. Na marginesie: nawet ministra sportu wydała…

Radośnie podkreślam, że polski trener jest tym „ ze światowej półki”. Zresztą w ogóle lekka atletyka trzyma tę regułę. Nie szkoleniowiec z importu jest marzeniem marzeń, lecz „stąd”, wykształcony za sprawą sportowych uczelni, których mamy tyle, jak pewnie nikt inny w Europie.

Nie znaczy to, że opowiadam się za regułą tamy przed importem. Panie broń przed taką zasadą, w świecie bez granic zawsze trzeba szukać najlepszych! Chodzi mi „tylko” o podkreślenie, że głównej siły napędowej rozwoju wciąż upatruję w „produktywności” sportowych uczelni z Warszawy, Poznania, Katowic, Wrocławia, Gdańska, Krakowa, Gorzowa… Żeby nie było – cudze chwalicie, swego nie znacie…

Gra bez piłki, ale – o piłkę.

Polska, Portugalia i Włochy chcą zorganizować turniej finałowy pierwszej edycji piłkarskiej Ligi Narodów – poinformowała UEFA. Turniej, z udziałem czterech drużyn, odbędzie się w dniach 5 – 9 czerwca 2019 roku.

Reprezentacje Polski, Portugalii i Włoch zmierzą się jesienią w meczach grupy 3. Dywizji A Ligi Narodów UEFA. Zwycięzca tej grupy awansuje do Final Four i automatycznie zostanie gospodarzem turnieju finałowego, co UEFA ma potwierdzić w grudniu.

UEFA poinformowała także, że turniej finałowy zostanie rozegrany na dwóch stadionach o pojemności co najmniej 30 tys. miejsc, najlepiej w jednym mieście albo w odległości do 150 km.

Liga Narodów to nowe rozgrywki, mające podnieść rangę towarzyskich meczów. Losowanie grup odbyło się 24 stycznia w Lozannie… Pierwszy mecz Polacy rozegrają z Włochami 7 września na wyjeździe. Następnie zagrają dwa spotkania w październiku u siebie – z Portugalią (11.10) i Włochami (14.10). Zmagania w 3. grupie Dywizji A zakończą wyjazdowym spotkaniem z Portugalią (20 listopada).

Czyli – jest nowa jakość. Myślę, że dobrze, iż w jej kształtowaniu uczestniczymy. Mamy przecież stadiony na miarę takiej imprezy, a sam ligowo – przeciętny futbol jakoś nie może się do złotych ram przystosować…

Andrzej Lewandowski   http://studioopinii.pl

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: