Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

 I  zobowiązań, bo  hostessami są  lalki, czyli silikonowe manekiny zaprojektowane i wyprodukowane wyłącznie do tego celu. W języku duńskim nie istnieją pruderyjne określenia jak „dom publiczny” czy „agencja towarzyska”. Taka działalność nazywana jest zrozumiałym dla wszystkich słowem „bordel”. Tak właśnie został przedstawiony w mediach lokal w miejscowości Aarhus, nazywający się „Doll House”, czyli „Dom lalek”. Ceny nie są wygórowane.

 

Pół godziny z jedną lalką kosztuje tu 90 euro, a najdroższą usługą (400 euro) jest trzygodzinny seans z czterema naraz. Lalki, idealne silikonowe kopie kobiet z „naturalną” strukturą ciała i mięśni oraz wagą ok. 50 kilogramów, mają też „idealnie ludzkie, ruchome stawy”, które można ustawiać w każdej pozycji.

Jak obiecuje reklama, „panie” spełnią każde życzenie i fantazję klienta. A pomieszczenia są kopiami szkolnej sali, gabinetu lekarskiego, salonu przeciętnego mieszkańca czy sadomasochistycznego warsztatu ze wszystkimi możliwymi zabawkami i przyrządami, takimi jak lateksowe maski, pejcze i kajdanki.

W garderobach znajdują się najróżniejsze stroje, by klienci mogli ubrać swoje partnerki tak, jak tylko chcą. Najpopularniejsze okazały się się ubiory pielęgniarki, stewardesy i mundur policjantki. – To nie jest tak, jak myślą niektórzy, że oferujemy usługę dla dewiantów.

Nasi klienci to zupełnie normalni ludzie – mówi właściciel „Doll House”, który posługuje się pseudonimem Odin. Na razie nie chce występować w mediach pod własnym nazwiskiem. Opowiada, że  już pierwszego dnia przyszło dwunastu klientów. – To byli wyłącznie mężczyźni. Bardzo nieśmiali i samotni.

Dzień później pojawiły się dwie kobiety w towarzystwie swoich mężów. Te pary chciały spróbować „trójkąta” bez ryzyka zazdrości i skrępowania. Dla nich to idealna realizacja seksualnych fantazji prawie w realu – opowiada Odin. Podkreśla, że jego „instytucja” ma raczej charakter socjalny.

– Zamiast szukać seksu w ciemnych uliczkach czy podejrzanych klubach, można przyjść tutaj i kulturalnie oraz bezpiecznie spędzić czas. Dlatego już niedługo wyjdziemy naprzeciw homoseksualistom i samotnym kobietom, oferując męskie manekiny. To w sumie „dobroczynna działalność”.

Świat podziemny pełen jest nielegalnej prostytucji, do któ- rej zmusza się wiele kobiet z biedniejszych krajów. My zabieramy klientów z tego rynku, a co ważne – także tych niebezpiecznych, z zachwianymi preferencjami, którzy tu mogą się wyładować i w ten sposób nie zaszkodzą innym.

W moim lokalu lalki można bić i biczować. Zakazane jest tylko gryzienie z... powodów technicznych. Nie jest to  działalność nielegalna, podlegająca pod paragraf sutenerstwa, ponieważ każdemu wolno wypożyczać przedmioty na godziny i nie ma znaczenia, czy jest to samochód, czy sekslalka.

Zdania psychologów w tej sprawie są podzielone. Część z nich zgadza się z właścicielem „Domu lalek”, twierdzącym, że prowadzi działalność społeczną, a tego typu usługi są niedaleką przyszłością. Inni z kolei sądzą, że w taki sposób zboczeńcy mogą trenować zachowania, które później będą chcieli sprawdzić w świecie realnym.

ZBIGNIEW KUCZYŃSKI "Angora" nr 10/2018

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: